Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 345 notek 51011 odsłon
Janusz Krzysztof, 19 czerwca 2017 r.

Joanna (odc. 41)

Piękny kraj (odc. 41)

 

Janek opowiedział mi kiedyś, jak był we wrześniu 2024 roku był Warszawie finalizować swój kontrakt na stanowisku dyrektora oddziału banku. Mieszkał w tym czasie u mamy w Komorowie i załatwiał zarówno sprawy służbowe, jak i prywatne, a mianowicie zakup nowego mieszkania, apartamentu na parterze domu przy ulicy Olbrachta, gdzie do dzisiaj mieszkamy. Opowiedział mi o spotkaniu z Joasią, jakąś wtedy młodą studentką, znajomą Agnieszki, która pomagała jej czasami przy dzieciach. To było w czasie, gdy Jacek, mąż Agnieszki, leżał od kilku tygodni nieprzytomny po tym, jak został napadnięty w mieście, a potem miał operację chirurgiczną na mózgu. Wszyscy ogromnie to przeżywali, bo ponad miesiąc po wypadku Jacek był dalej nieprzytomny. W końcu po długiej rehabilitacji Jacek doszedł do siebie i obecnie wygląda na to, że wszystko jest w porządku.

„To było w piątek po południu, wróciłem właśnie z Warszawy – opowiadał mi Janek barwnie i obszernie, co czasami mu się zdarzało, tak jakby mi opowiadał jakąś baśń. –Wrześniowe słońce jeszcze miało świecić tego dnia mniej więcej dwie godziny do pierwszych chwil zapadającego zmierzchu. Po drodze zadzwonił telefon i dowiedziałem się od Agnieszki, mojej siostry, że Jacek, jej mąż czyli mój szwagier, już wyzdrowiał, a w każdym razie odzyskał pełną świadomość. Według słów Agnieszki – wszyscy są tym poruszeni i już są niemal pewni, że wkrótce Jacek wróci w pełni do zdrowia po tym swoim wypadku i ponad miesięcznej chorobie.

Podróżowałem samochodem pożyczonym od mamy. Na razie nie wjeżdżałem na działkę, natomiast gdy tylko wysiadłem z samochodu i ruszyłem przez trawnik w kierunku jej mieszkania, Jarek, starsze ich dziecko, wyskoczył spoza świerku i z radosnym krzykiem złapał mnie za nogi:

-Wujek!!! – a za chwilę pojawiła się jego młodsza siostrzyczka, Kasia: -Wujek!!!

Początkowo nie mogłem opędzić się od tej radości, ale było to takie miłe, że tak mnie przywitali - siostrzeniec i siostrzenica.

Jakaś uśmiechnięta dziewczyna, którą pierwszy raz widziałem, podeszła i stanęła obok, trzymając w swych dłoniach kolorową piłkę. Jarek puścił mnie, podbiegł do niej i zabrał jej piłkę:

-Wujku, zagrasz z nami?

-Oczywiście, że tak, tylko najpierw przywitam się z panią…

-To nasza ciocia Asia – krzyknęła Kasia i pobiegła przytulić się do Joanny. Asia schyliła się i jej długie włosy spłynęły jasnym strumieniem i okryły głowę dziecka. Podszedłem do nich i z uśmiechem się przedstawiłem:

-Ciociu Asiu, jestem Janek.

Zabrzmiało to zabawnie, może trochę nieporadnie, ale usłyszałem w odpowiedzi:

-Jestem Joanna – i z blaskiem w uśmiechniętych oczach podała mi dłoń.

-Lubisz grać w piłkę?

-Owszem, ale tylko z nimi tutaj, bo nigdzie więcej nie miałam takiej okazji.

Po kwadransie wspólnego kopania i rzucania piłki zatrzymałem się i pomimo protestów naszych małych futbolistów wyjaśniłem, że muszę już pójść się przywitać z ich mamą, tatą i babcią.

-Wujku, a zagramy jeszcze raz dzisiaj? Tatuś powiedział, że może też z nami zagra! – krzyknął radośnie Jarek.

„Zobaczymy najpierw, co z tym waszym tatusiem, czy rzeczywiście już wyzdrowiał” – pomyślałem, a głośno odpowiedziałem:

-OK, spróbujemy jeszcze w coś zagrać dzisiaj, w piłkę albo w berka….

-Hurra, ja lubię grać w berka! –zawołała Kasia.

Pomachałem im na pożegnanie i po chwili gdy jeszcze obejrzałem się za nimi widziałem, jak cała trójka rozbiegła się między świerkami i brzózkami. Pewnie rozpoczęła się ich zabawa w berka.”

 

Gdy się wtedy zapytałam mojego Janka, czy czasem nie podkochuje się w tej Joasi, on szturchnął mnie w bok i odpowiedział:

-Wiesz co? Podkochiwałem się, ale tylko w tobie, moja miła, kiedy niby ze mną sypiałaś, ale nie chciałaś dopuścić mnie do swoich skarbów i klejnotów. Ja mówiłem do ciebie: daj, daj, daj!, a ty zawsze swoje nie, nie, nie!

-Ale już teraz tak nie jest, mój śliczny, i masz, co chcesz, jak w banku, kiedy tylko zapragniesz – odpowiedziałam, przytulając się do niego i całując go w policzek. –Chodzę wręcz za tobą, żebyś mnie zechciał przytulić, mój książę, i wziął to, co tak pragnę ci dać.

-A więc mówię ci po to – odpowiedział, przytulając mnie rzeczywiście, ale jednocześnie łaskocząc tak, że śmiałam się jak dziecko - że Agnieszka ma do niej zaufanie i powierza jej swoją dwójka dzieci pod opiekę, kiedy chciałaby coś innego robić. Bo w końcu należy jej się czasem odetchnąć od tej domowej codziennej gonitwy. Tobie zresztą też się należy, więc może byłoby dobrze, gdybyś i ty spróbowała skorzystać czasem z jej usług jako opiekunki do dzieci, przynajmniej od czasu do czasu. Jeśli nie jej, bo nie lubisz albo ona nie ma możliwości albo dajmy na to wychodzi za mąż i będzie mieć swoje dzieci, to można poszukać innej opiekunki.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • U mnie Wena także już nie chce się pojawiać, może się za mnie wstydzi? Pozdrawiam.
  • Bardzo się cieszę, że podoba Ci się. Tak, taki mniej więcej będzie ostatni rozdział mojej...
  • Moim zdaniem samo zdjęcie nie pokazuje smutku tej kobiety (gdyby nie tytuł, to nie byłoby tego...

Tagi

Tematy w dziale