Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 326 notek 49639 odsłon
Janusz Krzysztof, 19 maja 2017 r.

Piękny kraj (odc. 17)

37 2 0 A A A

Dochodzenie

 


Obudziłem się późno, koło dziesiątej. Jako tako oporządziłem się w łazience, pozbierałem wszystko, żeby opuścić pokój hotelowy. Sięgnąłem po smartfon, bo w końcu te wszystkie robale jeszcze śpią, a przecież Danielle może jednak czeka na mnie, właśnie teraz, jak obiecałem, więc trzeba byłoby do niej zadzwonić. No więc sięgam po tego smartfona do kieszeni dżinsowej bluzy, ale jego tam nie ma! Najwyraźniej, do czarnej dżumy, zostawiłem go w Citroenie.

Zszedłem na dół do recepcji, rozliczyłem się i zapowiedziałem, że wrócę tylko na chwilę jeszcze na śniadanie i będę odjeżdżał. Jak powiedziałem, tak zrobiłem i wreszcie wydobyłem ze schowka nieszczęsnego smartfona. Z przerażeniem zauważyłem, że mam na nim dwadzieścia dwie rozmowy nieodebrane, w tym pięć od Agnieszki z Komorowa, a pozostałe od Danielle.

Pomyślałem, że najpilniejsze jest jednak oddzwonić do Agnieszki:

-Cześć, siostrzyczko, co sprawiło, że dzwoniłaś?

-Janek, o Boże, co się z tobą dzieje? Gdzie jesteś? – usłyszałem niemal krzyk.

-Jak to gdzie? Jestem we Francji, kochanie, czemu pytasz?

-Danielle dzwoniła, że nie wie co z tobą, bo nie odpowiadasz na jej telefony, a byliście podobno umówieni.

-Aguś, wszystko u mnie w jak najlepszym porządku, po prostu zostawiłem niechcący smartfona na noc w samochodzie i dlatego nie odbierałem. Zadzwonię do ciebie jeszcze raz, kochanie, ale później, bo najpierw koniecznie muszę pogadać z Danielle, bo faktycznie jestem z nią dzisiaj umówiony i może ma prawo się niepokoić. Aga, o której mam do ciebie zadzwonić, żeby ci nie przeszkadzać?

-Janek, zadzwoń także do Roberta, bo i do niego dzwoniłam. A do mnie zadzwoń popołudniu, bo teraz pojechałabym do kościoła.

-Pa, malutka, tak zrobię, jak chcesz, a teraz się rozłączam – zakończyłem.

Okey, już jest w porządku z siostrą, a teraz już muszę dzwonić do Danielle. W końcu miała prawo wiedzieć, że się nie zabiłem i że gdzieś jestem jeszcze żywy.

-Dzień dobry, Dani – powiedziałem grzecznie i spokojnie po jej pierwszym „Słucham!” – co u ciebie?

-Jean, Boże najdroższy, gdzie jesteś?

-W Montpellier, tak jak się umówiliśmy. Przepraszam, że nie oddzwaniałem, ale miałem problemy ze znalezieniem telefonu, bo zapomniałem o nim i zostawiłem w samochodzie. A ty gdzie jesteś, Danielle? – zapytałem.

Zamiast odpowiedzi usłyszałem w słuchawce jakieś łkanie.

-Boże, Jean, dlaczego mi to zrobiłeś? – w końcu przebiła się ze swoją sensowną wypowiedzią. -Chyba pół nocy nie spałam, a tylko wydzwaniałam do ciebie, a od samego rana także do Agnieszki.

-Dlaczego, Dani, przecież miałem rano przyjechać i jestem niedaleko, jak miało być. Mogę już niedługo przyjechać do ciebie, Danielko? Może być koło jedenastej? – próbowałem ją uspokoić swoim w miarę spokojnym głosem.

Rozpłakała się chyba na dobre, bo nic nie mówiła przez kilka minut, chociaż ja szeptałem do słuchawki: „Cichutko, Danielko, cichutko”.

-Jean, oczywiście, że możesz, przecież czekam na ciebie.

Wróciłem jeszcze na chwilę do hotelu, by zjeść choć trochę i się pokrzepić kawą i pojechałem do niej. Stała w drzwiach swego apartamentu przy Rue Danton, a zaraz po moim wejściu przytuliła mnie i wyściskała serdecznie.

„Czy tak serdecznie, jak Andre?” – podpowiedział mi ten robal, co się pierwszy obudził. Chciałem go zgnieść, ale wylazł drugi ze swoim: „Patrz, przecież wcale nie wygląda, żeby płakała! Ona udaje, ciekawe czemu. Nic po niej nie widać.”

-Wspaniale wglądasz, Dani – powiedziałem z uśmiechem, bo rzeczywiście tak było.

Już nie było żadnych śladów jakiegokolwiek płaczu czy zdenerwowania, efektowna jasno-kolorowa, zwiewna sukienka i korale pieściły mój wzrok i trochę stłumiły moją wcześniejszą obawę, że cos złego się stało z mojej winy. Czy tak rewelacyjnie prezentująca się kobieta mogłaby się o mnie tak martwić, że aż płakała?

Wyciągnąłem bukiet najczerwieńszych róż, które dobrze zniosły podróż z Marsylii i ucieszyły ją jak najszczerzej.

-Dziękuję, Jean, znowu sześć! – po raz pierwszy dzisiaj wydobyła skądś dla mnie ten swój piękny uśmiech.

Włożyła do wazonu i postawiła na stole w centralnym punkcie salonu, do którego przez okno dochodziły promienie światła spod zachmurzonego nieba. Znałem ten przyjemny widok na koronę drzewa, rosnącego tuż naprzeciw niewielkiego balkonu.

Powiedziała, że chciałaby iść do kuchni, żeby skończyć przygotowywać dla nas śniadanie, na co ja, że chcę być tam, gdzie ona, więc poszedłem za nią. Zapytała, czy chcę kawy, a gdy potwierdziłem, wlała mi z ekspresu bardzo smaczną latte ze spienionym mlekiem.

-Jak minęła ci podróż? – zapytała w trakcie tego krzątania się po kuchni, urządzonej bardzo prosto, elegancko i funkcjonalnie. –Dzisiaj chyba nie było jeszcze tłoku na autostradzie?

-Nie wiem, choć podejrzewam, że masz rację – odpowiedziałem, spijając pierwsze warstewki latte.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Kultura