Blog
Gwiaździste niebo we mnie
Janusz Krzysztof
6 obserwujących 303 notki 47978 odsłon
Janusz Krzysztof, 20 kwietnia 2017 r.

Piękny kraj (odc. 1)

78 4 0 A A A

Rozdział 1. Uśmiech.

 

-Jak tam pięknie! Jaki to piękny kraj!

Nie zapomina się takich słów, nawet wypowiedzianych przez osobę ci nieznaną i zupełnie dla ciebie obcą. Przez ponad ostatnie cztery lata mieszkałem gdzie indziej, a przecież nie zapomniałem nigdy tego „pięknego kraju”, bo to przecież był i jest mój Kraj, w którym się urodziłem i wychowałem.

-Jaki to piękny kraj! – powtórzyła nieznajoma Angielka, wkrótce po starcie samolotu. Wracała z Marsylii do siebie, do Londynu, a ja miałem tam spędzić cztery dni w sprawach służbowych, załatwiając interesy mojego banku, ale po trosze także i moje własne. Samolot już zdążył wznieść się w górę ponad warstewkę jasnych chmur pod wiosennym, majowym, błękitnym niebem. Przez te mgielno-mleczne płaty pod nami raz znikały zielone krajobrazy oddalającej się Prowansji, raz wyłaniały się z powrotem, by za chwilę schować się na dobre pod coraz bardziej gęstniejącą powłoką. Za chwilę znów przez okna samolotu zaczęły wlewać się promienie już zachodzącego słońca, które za kilkanaście minut miało zanurzyć się w falach oceanu.

Stosownie do swego imienia Smile była niemal cały czas uśmiechnięta, jakby chciała się od razu w ten oryginalny sposób przedstawić.

-Bonjour, je suis Smile! – rzekła podczas zajmowania miejsca, wskazując fotel przy oknie, jaki jej się należał. Musiałem ją tam przepuścić i już za chwilę zalała mnie kilkoma zdaniami i różnymi wypowiedziami w dość koślawej francuszczyźnie. Poprawiła się wygodniej w fotelu, pomachała komuś, kto przechodził w korytarzu na swoje zapewne miejsce i zajęła się mną, bo siedziałem przecież najbliżej. Od razu wiedziałem, że trzeba będzie zarezerwować sporo czasu i cierpliwości na pogawędkę ze spragnioną posiadania słuchacza współ-pasażerką linii Air France.

-Dobrze, że lecę wreszcie do domu. Po tych kilku dniach tutaj, w tej waszej Marsylii i okolicach, już mam tego wszystkiego dosyć. Tych Arabów, tych imigrantów, tych codziennych dyskusji, polemik i tych zamieszek. Ciągle tu u was niespokojnie, a ja przecież chciałam tylko odwiedzić swoją starą przyjaciółkę, mieszkającą przy Rue Terrusse.

- Rue Terrusse ? To chyba niedaleko kościoła Saint Michel. Gdzieś w śródmieściu Marsylii – bąknąłem.

Skinęła głową.

-Stare i moim zdaniem niezbyt ciekawe budownictwo, rzeczywiście blisko centrum miasta. Razem z nią, z Jenny, zaczynałam pracę w redakcji „Daily Telegraph”, przy czy ja startowałam już trochę wcześniej w „Independent”. W „Telegrafie” jeździłyśmy dość często w różne miejsca, na przykład do Rosji i na Kaukaz. Potem ona wyszła za mąż za twojego rodaka, którego złapała na urlopie w Prowansji właśnie. Wtedy bardzo się zakochała i w końcu zniknęła mi z oczu, wyjeżdżając z nim gdzieś do Marsylii. Ostatnio mieli zamiar się przeprowadzić na jakąś wiejską posiadłość w Prowansji, ale on nie zdążył… Zachorował i w końcu zmarł w zeszłym roku ten jej Roger, jej mąż. Był sporo starszy od niej, ale i tak odpłynął za wcześnie…. Prawie wcale go nie znałam…

-Roger? To znaczy wyszła za mąż za Francuza? – zdołałem się przedrzeć przez potok słów.

-No tak … przecież powiedziałam, że za twojego rodaka…

-Nie jestem Francuzem!

-Mon Dieu! To by znaczyło, że się pomyliłam – zrobiła duże oczy, roześmiała się i zakryła usta ręką. – Myślałam, że niezła ze mnie znawczyni ludzkiej fizjonomii, ale chyba się przeliczyłam. To w takim razie od początku - ja jestem Smile, Angielka, a ty?

-Jan. Jestem Polakiem, a w Marsylii chwilowo mieszkam i pracuję.

-No, to gratuluję ci twojego francuskiego, bo myślałam, że rozmawiam z rodowitym Francuzem - zaśmiała się ponownie. – A już ta twoja przystojna twarz wydawała mi się typowo francuska.

-Moja przystojna twarz? - teraz ja się roześmiałem i udając zdumienie otworzyłem szeroko oczy. -Nie wydaje mi się, że jestem przystojniakiem.

-Nie bądź taki skromny. Mam swoje lata i znam się na urodzie mężczyzn i kobiet – znów się roześmiała. –A jak słyszysz mój francuski, to myślisz, że nadaję się do występu we francuskiej telewizji?

Popatrzyłem trochę dłużej na przechodzącą stewardessę i żeby mieć trochę więcej czasu na odpowiedź – zamówiłem u niej kawę bez cukru. Jednak Smile patrzyła na mnie z tym swoim uśmieszkiem, wyraźnie czekając na odpowiedź.

-Myślę, że z całą pewnością możemy spróbować przejść na angielski, być może dam sobie radę w twoim języku.

-Zręczna odpowiedź! Niezły z ciebie dyplomata, jak na Polaka. Spróbujmy zatem… - zaczęła w swoim języku.

-A następnie trochę po polsku… - rzuciłem zaczepnie, też z uśmiechem.

-Nie, dziękuję! Trochę za trudno dla mnie, choć znam trzy – cztery słowa po polsku. Byłam co prawda w Polsce dwa razy, ale niewiele się nauczyłam tego waszego języka. Pierwszy raz byłam, gdy papież Franciszek miał tam przyjechać i miałam wysłać stamtąd reportaż do poniedziałkowego wydania „Telegraphu”. A potem byłam jeszcze raz, dwa lata później. Przez ponad tydzień jeździłam wtedy po twoim kraju i każdego dnia robiłam fotoreportaże, które jeszcze dziś można obejrzeć.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

© Janusz Krzysztof Waszak. Pisanie poezji i prozy to moje hobby. Uważam, że Poezja pobudza do refleksji, ale też powinna wzruszać, a czasem po prostu bawić. Prawa autorskie zastrzegam wyłącznie do poezji i innych utworów mojego autorstwa (żeby nie było wątpliwości co do autorstwa). Pozdrawiam serdecznie wszystkich Czytelników, którzy zechcą tu zajrzeć i te moje utwory przeczytać. Serdecznie zapraszam.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Tagi

Tematy w dziale Kultura